Lackowa to taka góra, którą opisałabym rok 2020. Dosyć wymagająca jak na Beskid Niski i na granicy - kraju i cierpliwości, bo widoki ze szczytu to raczej są żadne.
Nie zawodzą jednak widoki z sąsiedztwa, które zachwycają o każdej porze dnia i roku. Nie tylko sentymentem ale też urokiem.
W tym roku spanie pod namiotem było bardzo bardzo zimne (no może oprócz nocy nad brzegiem Morza Martwego). Tytuł najzimniejszej nocy bezkonkurencyjnie wygrywa spanko w namiocie na Mogielicy. W oczekiwaniu na wschód słońca, po ogromnym krakowskim piciu dzień wcześniej. Ale okazja powrotu do miasta i pożegnania z Dolnymi Młynami była tego warta.
Tak, to jeszcze Kraków...
W tym roku działy się rzeczy najróżniejsze, ale o tym że będę biegać po Beskidzie Niskim i chodzić po jego rzekach licząc ich przepływy to nawet nie pomyślałam. A jednak.














































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz