środa, 30 grudnia 2020

Lackowa, pierwszy wschód słońca na Mogielicy i błoto w Krempnej

Lackowa to taka góra, którą opisałabym rok 2020. Dosyć wymagająca jak na Beskid Niski i na granicy - kraju i cierpliwości, bo widoki ze szczytu to raczej są żadne. 









Nie zawodzą jednak widoki z sąsiedztwa, które zachwycają o każdej porze dnia i roku. Nie tylko sentymentem ale też urokiem.









 









W tym roku spanie pod namiotem było bardzo bardzo zimne (no może oprócz nocy nad brzegiem Morza Martwego). Tytuł najzimniejszej nocy bezkonkurencyjnie wygrywa spanko w namiocie na Mogielicy. W oczekiwaniu na wschód słońca, po ogromnym krakowskim piciu dzień wcześniej. Ale okazja powrotu do miasta i pożegnania z Dolnymi Młynami była tego warta.




Tak, to jeszcze Kraków...














W tym roku działy się rzeczy najróżniejsze, ale o tym że będę biegać po Beskidzie Niskim i chodzić po jego rzekach licząc ich przepływy to nawet nie pomyślałam. A jednak.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz