Aż wstyd się przyznać, ale był to mój pierwszy (mam nadzieję nie ostatni) wyjazd do Bieszczad. Radość z niego jest podwójna, a to ze względu na piękne krajobrazy oraz cudownych ludzi, z którymi podróżowałam.
Zdobycie Tarnicy (1346 m n.p.m.) przy ponad 30-stopniowej temperaturze, było odrobinę męczące. O ile samo wyjście ( z miejscowości Włosate ) prowadziło przez las, w którym temperatura była sprzyjająca, to zejście ze szczytu do Ustrzyk Górnych odbyło się w gorącej atmosferze.
Drugi dzień spędziliśmy w Polańczyku, nad Jeziorem Solińskim, w tym miejscu 30+ było bardzo korzystne. Cały wyjazd pozwolił mi odpocząć, co było mi potrzebne- szczególnie po dwóch miesiącach pracy w call center.
O tym że podróże kształcą, wiemy nie od wczoraj, ja na przykład właśnie w Bieszczadach dowiedziałam się co to jest papierzak :D
Oprócz tego poznałam też historię powstania Jeziora Solińskiego. Zachęcam do zapoznania się z nia: http://bieszczady.land/z-takimi-kosztami-wiazalo-sie-powstanie-jeziora-solinskiego/ http://www.nowiny24.pl/bieszczady/reportaze/art/6088485,jak-sie-zylo-w-solinie-przed-budowa-zapory,id,t.html
Trudno mi opisać to jak się poczułam słysząc, że w miejscu po którym teraz pływają żaglówki, a my robimy sobie zdjęcia i odpoczywamy- jeszcze nie tak dawno temu były domy, kościoły i cmentarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz