czwartek, 1 lutego 2018

Austria, dzień drugi

     Jeśli akurat jesteście w Wiedniu i macie ochotę pooglądać sobie rybki, płaszczki, rekiny, pająki, duże mrówki, węże i jak to mówi moja babcia, wszystko inne "co pod światem" to polecam wam Haus des Meeres. A kiedy przejdziecie już wszystkie 11 pięter, czeka na was przyjemne miejsce z widokiem na całe miasto.
    Równocześnie powinniście się przygotować na około 30 minut stania w kolejce, po bilety. Te z kolei (dla uczniów/studentów) kosztują około 13 euro.
     Osoby zwiedzające to głównie 5-cio latkowie wraz ze swoją ekipą rodziców i dziadków, stąd też spokojne i ciche zwiedzanie jest średnio możliwe, co jednak nie zmienia faktu, że jest to ciekawe miejsce (tym bardziej jeśli ktoś jest fanatykiem rybek i wodnych stworzonek). Ogólnie 7,5/10 (bo jednak trochę śmierdzi tymi zwierzątkami)                         



                         
                            












     Kolejny punkt naszej wycieczki to Naschmarkt, czyli taki większy ryneczek Lidla. Jest to sporych rozmiarów targ, na którym można znaleźć praktycznie wszystko. Od świeżych warzyw i owoców, po pamiątki, biżuterię, alkohole, ubrania i sklepy z chińszczyzną. Oprócz stoisk są tam również restauracje.
     Na Naschmarkt trafiliśmy zaraz po wyjściu z oceanarium, w którym spędziliśmy większą część dnia. Dlatego też właśnie w tym miejscu, tego dnia, podziwialiśmy zachód słońca.









     Po jedzeniu w Naschmarktcie, pora na wieczorny spacer w stronę centrum miasta. Mijając po drodze budynek Parlamentu oraz Ratusz, obok którego ulokowany był jarmark świąteczny.










     Chodząc po, wspomnianym już wyżej jarmarku bożonarodzeniowym, muszę przyznać, że ciężko było przejść swobodnie kilka metrów bez wszechobecnych świnek. I o dziwo nie chodzi tutaj o zachowanie turystów. Na  stoiskach mnóstwo figurek, magnesów, kubków, pluszaków i balonów w kształcie słodkich różowych prosiaczków. Nie ukrywam, że byłam lekko zaskoczona tak duża popularnością świnki. Jednak jak się później okazało (a raczej, jak to później wygooglowałam) świnka to absolutny wiedeński muss haben w okolicy świąt i sylwestra. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, prawda? I tutaj jest bardzo podobnie. Zaopatrzenie się w podobiznę tego zwierzaczka ma nam zapewnić życie w dostatku przez cały następny rok.
     A jeśli już o pieniążkach mowa, trzeba przyznać, że Wiedeń to niewątpliwie jedno z tych droższych, zachodnioeuropejskich miast. A sklepy, w porównaniu z polskimi, są tam bardzo krótko czynne. Już około 20 mięliśmy spory problem, aby cokolwiek kupić.   


A na koniec, jak zawsze, kilka chwil z ulicy:


















     Podsumowując!
Wiedeń to przepiękne miasto. Określiłabym je jako klasyczne, harmonijne, bardzo stylowe i eleganckie. Zwykły spacer po zwykłej ulicy w okolicach centrum między wystawnymi, pięknie ozdobionymi kamienicami daje mu niepowtarzalny klimat. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz