piątek, 28 grudnia 2018

Tydzień w Montpellier


Z perspektywy czasu, kiedy oglądam ładne zdjęcia z nad morza i miast południowej Francji myślę sobie "Boże jak pięknie i ja tam byłam!" Jednak kiedy wracam pamięcią do tamtych chwil, niestety nie wszystkie moje wspomnienia są dobre. Ale po kolei. To był długi i intensywny czas, w dużej mierze poświęcony zwiedzaniu i integrowaniu się z Francuzami, dlatego zacznijmy od tego co miłe i przyjemne. Na początek zdjęcia z samego Montpellier. Miasto to jest stosunkowo małe, ale z drugiej strony typowo studenckie. Centrum miasta zajmują stare kamieniczki, wąskie ulice i masywne stare kościoły. Obrzeża są zdecydowanie bardziej nowoczesne. Miasto cały czas się rozszerza i powstają w nim coraz to ciekawiej zagospodarowywane osiedla i place.














Akwedukty i łuk triumfalny to sztandarowe pamiątki z ubiegłych epok:








A tak mniej więcej wygląda nowa część miasta:







Kolejnym miejscem, jakie udało mi się zobaczyć było Aigues-Mortes (w tłumaczeniu na język polski Martwe Wody). Stare zabytkowe miasto, otoczone murami, pełniące niegdyś funkcję bardzo ważnego francuskiego portu. Okolica miasta, czyli kraina La Camargue - jest regionem bardzo turystycznym. Ze względu na dużą ilość bagien i jezior zamieszkują liczne gatunki ptaków - w tym flamingi. Występują tam sztuczne kopalnie soli, zlokalizowane przy jeziorach o fioletowo-różowej barwie oraz uprawia się tam ryż.







Prowansja, czyli lawendocentryzm. Jadłam nawet bagietkę z warzywami, serem i olejkiem lawendowym. Przyznaje - była bardzo dobra :D 


A to nie denaturat, tylko bardzo słodki sok lawendowy.














Następny przystanek to Morze Śródziemne. Mimo niskiej listopadowej temperatury i sporego zachmurzenia, szum morza, piękne muszelki i spacerujący z psami lokalni mieszkańcy nadali temu miejscu niesamowity urok.










Co najbardziej kojarzy mi się z Francją? Wino i dobre jedzenie. To mój trzeci raz we Francji, jednak dopiero tym razem spróbowałam ślimaków i żabich udek.






Jak wrażenia? Ciekawy smak, na pewno warto spróbować jeśli tylko mamy ku temu okazję. Ale ja zdecydowanie bardziej preferuje sery i dobre wino. A skoro już o winie mowa, wzięłam udział w szkoleniu "Jak rozpoznać dobre wino"- ta lekcja niewątpliwie przyda mi się na całe życie. 



Warto wspomnieć, że w Montpellier nie brakuje typowej roślinności śródziemnomorskiej, a w szczególności palm - tak, byłam bardzo szczęśliwa widząc je codziennie. 















Na koniec zostaje jeszcze kwestia powrotu do Polski, który niestety zbiegł się z rozpoczęciem protestów "żółtych kamizelek". Skutkiem tego nie zdążyłam na samolot do Polski, najadłam się sporo strachu i pierwszy raz w życiu spałam na lotnisku. Ostatecznie do Krakowa wróciłam przez Dusseldorf i Budapeszt, co zajęło mi około 35 godzin.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz