Bawarski weekend rozpoczęłam w Memmingen, w którym poza zabawną nazwą oraz całkiem ładnymi kamienicami w małym centrum nie ma już co robić.
Monachium okazało się być drogim miastem, które dla mnie nie miało zbyt dużo do zaoferowania (chociaż to słabe nastawienie mogło też, pośrednio, wynikać z nieprzespanych nocy w drogich hostelach). Bardzo spodobał mi się jednak budynek Muzeum Żydowskiego. W sobotę byłam też w obozie w Dachau.
Ciekawym miejscem jest budynek i park obok obiektu BMW Welt.
Moje serce i żołądek skradła sałatka ziemniaczana.
Ostatniego dnia, przywitała mnie Norymberga, razem z widokiem na miasto i Peruwiańczykiem, który jechał ze mną pociągiem, a potem oprowadził mnie po mieście. Z samolotu widziałam Pragę.



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz