Wschód słońca nad Kapadocją, zachód słońca pierwszy raz jadąc konno, zatrucie pokarmowe, targ z ubraniami w Ankarze, dużo jedzenia i mili ludzie, tak zapamiętam Turcję.
W Azerbejdżanie byliśmy praktycznie sami - cudownie jest być w pięknym kraju bez turystów. Dotarliśmy do małej wioski na krańcu świata z jednym sklepem i około 15 domami, odizolowanej od kolejnej wsi o ponad godzinę drogi przez góry. Architektura Baku skradła moje serce, chętnie spędziłabym tam więcej czasu, bo przez ogromne korki ciężko było się tam przemieszczać. Dawno nie widziałam tak dużych kontrastów między stolicą a wsiami poza nią. Dawno nie widziałam też tylu owiec, krów i koni. Było bardzo autentycznie, a ludzie są tam niesamowicie gościnni.
Gruzja była dla mnie taka 50/50, z jednej strony podobały mi się drewniane ganki i vibe Tbilisi, za to piękno Kaukazu przykryła ogromna liczba turystów. Spacerując po Dolinie Juta, czułam się jak na Islandii. Wypiłam winko, robiłam zakupy na targach, a taksówkarze byli tam szaleni, ale jeszcze bardziej samochody przy granicy z Rosją.
Ciekawy kawałek świata.
.jpg)

























.jpg)




























































































.jpg)





































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz