Idealne rozpoczęcie, wyjątkowo długiej w tym roku majówki, zostało zainaugurowane wyjazdem z Krakowa w stronę Bieszczad. Po około 5cio godzinnej podróży dotarliśmy do Ustrzyk Dolnych, gdzie jeszcze tego samego dnia wieczorem udało nam się uczestniczyć w spektaklu lokalnej grupy teatralnej Parra.
Wraz z towarzyszącą nam bardzo dobrą pogodą, następny dzień spędziliśmy wychodząc z Ustrzyk Górnych na Wielką i Małą Rawkę (gdzie ponad 20sto stopniowej temperatury leży jeszcze śnieg, a wiatr był tak silny, że prawie nas zmiótł, a w końcu jest co zmiatać), schodząc połoniną do Wetliny.
Tam spóźniliśmy się jakieś 15 minut na ostatni autobus, więc do Ustrzyk wracaliśmy autostopem razem z miłym małżeństwem ze Szczecina.
Będąc już na miejscu odwiedziliśmy jeszcze mały żydowski cmentarz, który niestety jest dosyć zaniedbany, ale ze względu na to że znajduję się na wzgórzu, rozciąga się z niego ładny widok na całe miasto. My akurat trafiliśmy na zachód słońca i unoszącą się nam miejscowością mgłę.


Kolejnego dnia rano wyruszyliśmy do Sanoka, a stamtąd do Przemyśla. Miasto to budzi we mnie bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony jest całkiem ładne, ale z drugiej bardzo silnie odczuwalna jest tam bliskość granicy z Ukrainą, przez co momentami czułam się lekko niebezpiecznie. Jednak na pewno droga z Sanoka do Przemyśla wynagradza nam wszelkie negatywne odczucia związane z zobaczeniem tych miast (Sanok. hmm nazwałabym go kwintesencją podkarpackich miast ;-) ) Wspomniana przeze mnie droga prowadzi przez dużych rozmiarów serpentyny, których pokonanie za pomocą starego autobusu PKS jest bardzo mozolne. Jednak ma to też swoje plusy. Z samej góry rozciąga się naprawdę przepiękny widok na zalesione bieszczadzkie szczyty, więc myślę że to akurat dobrze, że możemy mieć przed sobą takie krajobrazy odrobinę dłużej.



Co dalej?
Będąc w Przemyślu dowiadujemy się, że sprzedaż biletów do Lwowa jest już zakończona. I właśnie to jest moment, w którym nasze piękne majówkowe plany dobiegają końca. Trochę na własne życzenie, bo przecież nie żyjemy w XVII wieku i bilety mogliśmy kupić dużo wcześniej. Myślę jednak, że nie ma co tego roztrząsać, widocznie Ktoś wyżej miał inne plany niż my, a do Lwowa na pewno się jeszcze kiedyś wybierzemy.
A na koniec jeszcze trzy szybkie zdjęcia z Ustrzyk :)

(Lokalne piwo, cena 10 zł za butelkę)