niedziela, 30 września 2018

Po drodze w Berlinie

Kiedy szukałyśmy lotów na nasze wrześniowe wakacje, znalazłyśmy połączenie powrotne z przesiadką w Berlinie. To, że w naszych żyłach płynie czysta cebula to chyba oczywiste - dlatego skorzystałyśmy z tanich lotów i spędziłyśmy jeszcze dwa dni w Berlinie
.
Biorąc pod uwagę godziny lotów oraz czas poświęcony na dotarcie z lotniska do naszego hostelu, a później znowu na kolejne lotnisko, na czyste zwiedzanie zostało nam jedno popołudnie. Jedno, ale za to bardzo długie i intensywne. Po takim berlińskim spacerze, nasze telefony wskazywały, że wykonałyśmy dystans mnij więcej 20 km.




Pierwsza rzecz jaką zobaczyłam po wyjechaniu z terenu lotniska to graffiti. W Berlinie jest ono na każdym murze, bramie, przystanku i stacji metra. Jest wszędzie, dosłownie wszędzie. Począwszy od zwykłych bardziej lub mniej udanych napisów, bo prawdziwe street art murals.


Pierwszym punktem w planie naszego zwiedzania było Miejsce Pamięci Muru Berlińskiego. Wystawy zarówno na zewnątrz, jak i w budynku połączone z możliwością zmiany perspektywy oglądania dzięki wyjściu na taras widokowy.






W drodze do kolejnych muss haben mijamy Berlin Central Station


i kierujemy się do Berlin Victory Column.





Przechodząc przez słynny Tiergarten mijamy Pomnik Żołnierzy Radzieckich oraz Gmach Reichstagu.




Dalej przechodzimy obok Bramy Brandenburskiej i Pomnika Pomordowanych Żydów Europy.





Mijamy Mall of Berlin (w której oczywiście kupujemy magnesy na lodówkę), a przechodząc przez CharlottenstraBe również Konzerthaus .







Powoli kończymy zwiedzanie, przechodząc obok najstarszego uni w mieście, czyli Humboldt University, następnie kierując się w stronę Muzeum Pergamońskiego oraz Katedry.






Następnego dnia znowu na lotnisko, około 17 jesteśmy już w Krakowie.

Pomarańcze z Soller

Z Palmy do Soller pojechałyśmy autobusem na jednodniową wycieczkę. Tak, to była prawdziwa wycieczka na wycieczce.  Podróż trwała około 40 minut, a bilet w jedną stronę kosztował 2,40 euro. Już podczas samej jazdy autobusem zachwycałam się widokami jakie po drodze mijaliśmy. Nie wspominając o moim przeogromnym zachwycie kiedy już byłyśmy na miejscu. Soller to małe miasteczko położone w sąsiedztwie gór Serra de Tramuntana i północnego wybrzeża wyspy. 





Widoki z przystanku autobusowego.

Najsłynniejszym budynkiem w Soller jest kościół Sant Bartomeu, który położony jest w samym centrum miejscowości. 







Ale to co najsłynniejsze w Soller to zabytkowy tramwaj, który kursuje na trasie z miasta do portu. Trasa ta liczy 4,8 km.



Będąc w Soller nie możemy zapomnieć o jeszcze jednej ważnej rzeczy! To właśnie ten region Majorki słynie z pomarańczy. A ja- po osobistym teście przyznaję, że są one naprawdę bardzo bardzo dobre. Zdecydowanie najlepsze jakie do tej pory jadłam. Oczywiście odbiegają smakiem od tych jakie kupujemy w polskich supermarketach. 












Ten górski klimat skradł moje serce od pierwszego spojrzenia.