wtorek, 30 stycznia 2018

Vienna vibes!

    Wiedeń w okolicy świąt Bożego Narodzenia wygląda naprawdę uroczo. Niestety przywitał nas deszczem i zimnym wiatrem, dlatego pierwsze dwie godziny spędziliśmy na dworcu (przyjechaliśmy około 4:30), czekając na wschód słońca i mniejsze opady. Na szczęście później pogoda była już dla nas łaskawsza, a nawet słoneczna.
     Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Belwederu.







     Następnie przeszliśmy w okolice kościoła świętego Karola Boromeusza, gdzie natrafiliśmy na sprzątanie szopki bożonarodzeniowej, która była naprawdę sporych rozmiarów.







     Później spacerkiem przeszliśmy w okolice Opery Wiedeńskiej, a stamtąd idąc przez centrum miasta do placu Der Graben na którym znajduję się Katedra Świętego Szczepana oraz Kolumna Morowa.














 
     Następny przystanek to Demel Konditorei, czyli pałac Hofburg oraz jego bezpośrednie sąsiedztwo czyli Plac i Pomnik Marii Teresy, i muzea: MUMOK - muzeum sztuki współczesnej, Leopold Museum - muzeum sztuki oraz Muzeum Historii Naturalnej. Ostatnim przystankiem tego dnia była siódma dzielnica Wiednia- Neubau, gdzie mięliśmy wynajęty hostel.













    Zdjęć z hostelu niestety (a może i stety) nie mam. Warunki co prawda nie były zachwycające, ale spełniały wszelkie normy więc nie narzekam. Ponadto pan z recepcji okazał się być Polakiem, co było miłą niespodzianką. 

Drugi dzień - w drugim poście! Bis zum nächsten Mal,
czy jakoś tak

niedziela, 26 listopada 2017

Cebula na winogronie

     Jako turystyczna Grażynka zaliczam do wakacji wyjazd nie do końca wypoczynkowy... Ale nie ma co tego za bardzo roztrząsać- byłam we Francji ? Tak, byłam ! Dużo zobaczyłam ? - No powiedzmy :D Emeringes, Fleurie, Chenas (miejscowości w regionie Owernia - Rodan - Alpy, w departamencie Rodan, niedaleko miasta Macon- na północ od Lyonu)
     Bezapelacyjnie jednak jedzenie i wino pozwoliły mi poczuć klimat prawdziwej Francji, zapraszam do zdjęć:

A zaczniemy od naszego 5-cio gwiazdkowego hotelu












niedziela, 17 września 2017

Na piechotę

     Tak się złożyło, że to już trzecia piesza pielgrzymka na Jasną Górę w moim życiu! Różnica jest jedynie taka, że tym razem wybrałam się na 6-cio dniowy szlak z Krakowa (przez dwa wcześniejsze lata wychodziłam z Tarnowa, a całość trwała 9 dni).
     Pielgrzymka jest niezwykłym doświadczeniem, wszyscy mamy jeden wspólny cel, jednak każdy uczestnik inaczej przeżywa drogę do niego. Podsumowując wygląda to mniej więcej tak: setki ludzi w różnym wieku, setki uśmiechów, rozmów, ciągłe śpiewanie, częsta modlitwa i uwielbienie, deszcz, słońce, burza, kolejki do sklepów i łazienek, życzliwi ludzie, odciski na nogach, przyjaźnie na całe życie, noclegi w przeróżnych miejscach, suche żarty i wspomnienia na całe życie.
   
     Ale dlaczego taka tematyka na blogu o podróżach? Otóż moi drodzy trasa PPK przebiega Wyżyną Krakowsko-Częstochowską oraz Szlakiem Orlich Gniazd, dlatego po drodze mięliśmy kilka niezłych widoków.

     Na początek Ojcowski Park Narodowy i Msza Święta w Bramie Krakowskiej












     Następnie zamek w Ogrodzieńcu (na terenie ruin kręcono "Janosika" oraz "Zemstę", a obecnie rejon Podzamcza słynie z pokazów rycerskich)





Na koniec jeszcze zamek w Olsztynie i Przeprośna Górka- czyli nabożeństwo pielgrzymkowe poprzedzające wejście na Jasną.






           I jeszcze kilka zdjęć z całości:










     Jeszcze dwa zdjęcia, które nie są mojego autorstwa (znalazłam je w galeriach ze zdjęciami z pielgrzymki)





czwartek, 3 sierpnia 2017

Bieszczady w środku lata

     Aż wstyd się przyznać, ale był to mój pierwszy (mam nadzieję nie ostatni) wyjazd do Bieszczad. Radość z niego jest podwójna, a to ze względu na piękne krajobrazy oraz cudownych ludzi, z którymi podróżowałam. 











     Zdobycie Tarnicy (1346 m n.p.m.) przy ponad 30-stopniowej temperaturze, było odrobinę męczące. O ile samo wyjście ( z miejscowości Włosate ) prowadziło przez las, w którym temperatura była sprzyjająca, to zejście ze szczytu do Ustrzyk Górnych odbyło się w gorącej atmosferze.




 

     Drugi dzień spędziliśmy w Polańczyku, nad Jeziorem Solińskim, w tym miejscu 30+ było bardzo korzystne. Cały wyjazd pozwolił mi odpocząć, co było mi potrzebne- szczególnie po dwóch miesiącach pracy w call center.




O tym że podróże kształcą, wiemy nie od wczoraj, ja na przykład właśnie w Bieszczadach dowiedziałam się co to jest papierzak :D 
     Oprócz tego poznałam też historię powstania Jeziora Solińskiego. Zachęcam do zapoznania się z nia:  http://bieszczady.land/z-takimi-kosztami-wiazalo-sie-powstanie-jeziora-solinskiego/ http://www.nowiny24.pl/bieszczady/reportaze/art/6088485,jak-sie-zylo-w-solinie-przed-budowa-zapory,id,t.html  
Trudno mi opisać to jak się poczułam słysząc, że w miejscu po którym teraz pływają żaglówki, a my robimy sobie zdjęcia i odpoczywamy- jeszcze nie tak dawno temu były domy, kościoły i cmentarze.